Box edukacyjny

Tu udostępniamy wiedzę - teoretyków i praktyków. Dla uczniów i nauczycieli.

Transformacja mediów> Sztuka informacji> Odbiór i tworzenie przekazów medialnych> Sztuka prezentacji i debaty> Film> Media publiczne> Czy wiesz że? (archiwum)> Pokój nauczycielski - inspiracje dydaktyczne> I edycja - Testy pierwszego etapu> I edycja - Testy drugiego etapu> I edycja - Broszura edukacyjna> II edycja - pytania i tematy> III edycja - pytania i tematy> IV edycja - pytania i tematy> V edycja - pytania i tematy>

Krótki słownik nowoczesnego modelu publikacji

Kamil Śliwowski

Biznes wydawniczy, zarówno książkowy i prasowy nie może obejść się bez zmian jaki wymuszają zmiany technologiczne i społeczne tych ciekawych lat w jakich żyjemy . Długo można by rozwodzić się nad rewolucją, która doprowadziła nas do miejsca w którym jest dziś cywilizacja, społeczeństwo usieciowione i gospodarka oparta o informację i innowację. W tym przeskoku końca XX i początkach XXI wieku ogromną rolę odgrywa usamodzielnianie się jednostek w tworzeniu treści – niegdysiejsza elita intelektualna i twórcza nie jest już ani głównym nadawcą ani wzorem w komunikacji. 

Z przewidywań poprzedniego wieku, te najbardziej krwawe dla kultury na szczęście się nie sprawdziły: kino nie zabiło teatru, telewizja kina a internet książek. Nie obyło się jednak bez ofiar w postaci tradycyjnej prasy i telewizji, które nie zdążyły zrozumieć zmieniających i dywersyfikujących się wymagań odbiorców. 

Prosument (od profesjonalnego konsumenta) czy Pro-am (profesjonalny amator) to słowa klucze do współczesnego rynku, nie tylko książek, muzyki czy dziennikarstwa, oznaczają użytkownika, który dzięki swoim umiejętnościom, doświadczeniom lub po prostu łatwym dostępie do wiedzy staje się autorem, aktywnym i świadomym konsumentem i współproducentem otaczających go „rzeczy”. Przykładowo dzięki co raz tańszemu sprzętowi fotograficznemu, kurosom i poradom fotografii tworzonym przez innych doświadczonych fotografów, dotychczasowy amator może osiągać profesjonalne wyniki w swej pasji. 

Choć wydawałby się, że każdy amator o odpowiedniej dozie talentu lub praktyki może stać się profesjonalistą, a ukończone uczelnie już od dawana nie są głównym wyznacznikiem możliwości, to jednak dotychczasowym zawodowcom nie przychodzi łatwo pogodzenie się ze skalą zjawiska. Masowy i łatwy dostęp do narzędzi i wiedzy, które razem upraszczają proces tworzenia i rozprowadzania zarówno treści jak i produktów dotąd powstających tylko w ramach sprofesjonalizowanych instytucji stał się powszedni jak chleb. Jak wpływa to na rynek? Proces twórczy? Jakość i charakter współczesnej kultury? Treść powstaje niemal w każdym momencie i na każdym kroku w internecie. Mając takie narzędzia jak Facebook czy zwykłe forum internetowe użytkownicy wypełniają je treścią. Wiersz pisany za pomocą statusów na komunikatorze Gadu Gadu nadal jest wierszem lecz jego kontekst i możliwości w jakich istnieje są już zupełnie inne od tomiku wydanego drukiem leżącego na półce księgarni.

Hipertekst – nielinearna i niesekwencyjna organizacja danych, sposób przedstawienia tekstu w rozbiciu na fragmenty w różny sposób połączone są ze sobą odsyłaczami (tzw. linkami). Termin ten stworzony został w 1965 roku przez Teda Nelsona jako określenie hipermediów o charakterze tekstowym. W literaturze idea hipertekstu rozwinęła się wraz z popularyzacją komputerów i możliwości sieci internetowej. Choć literatura hipertekstualna nie przyjęła się masowo to świetnie przewidywała to jak dziś wygląda model czytania i pisania w sieci internetowej, gdzie wstawianie linku i jego klikanie stało się czynnością znacznie bardziej naturalną od czytania każdego tekstu od początku do końca.

Upowszechnienie narzędzi i wiedzy, o których mowa był przed chwilą rewolucjonizuje dzisiejsze środku przekazu w skali bliskiej upowszechnieniu druku przez Guttenberga. W odróżnieniu od tamtych czasów nie potrzebujemy statków by dotrzeć z informacją do Ameryki Północnej. Nie musimy jej nawet odkrywać. Wystarczy, że wyślemy maila lub po prostu opublikujemy coś na stronie, do której dostęp będzie miał każdy z każdego miejsca na globie. Tak działa internet. O ile jego twórcy mogli spodziewać się społecznie aktywnego wykorzystywania sieci, to już nikt, a na pewno firmy które skomercjalizowały dostęp i komunikację w internecie nie mogli przewidzieć jak wielkie pole oddają swoim do tej pory biernym odbiorcom. 

O nowych mediach takich jak internet mówi się, że w przeciwieństwie do np. Telewizji są dwukierunkowe, umożliwiają błyskawiczną odpowiedź, zostawienie opinii w komentarzu czy znalezienie setek innych stron na ten sam temat, które zaspokoją nasze potrzeby. Idąc dalej, nasze komentarze, opinie czy wystąpienia mogą spotkać się z kolejnymi reakcjami – można by rzec, że internet jako medium nigdy nie śpi i nie da się wyłączyć go z kontaktu. Taki model szybko, dający znacznie większej ilości osób możliwość zabrania głosu obala dotychczasową odgórną selekcję autorów i opiniotwórców. ciekawej wiadomości, filmu czy sztuki może być każdy kto ma dostęp do internetu. Do sukcesu oczywiście nadal potrzebna jest „widownia”, odbiorcy, którzy zechcą nie tylko zobaczyć ale i polecić oraz przekazać dalej nasz komunikat. Ci jednak mają nie tylko tysiące razy większy wybór niż jakikolwiek pakiet telewizyjny może zagwarantować, ale również mogą jeśli tylko zechcą komunikować się z autorem, dyskutować, oceniać czy tworzyć własne wersje komunikatu. Nikt nie może im tego zabronić tak samo jak nikt nie może ocenić jak potoczą się dalsze losy owego komunikatu. Tak usieciowieni autorzy i odbiorcy tworzą system wiecznie otwarty na zmiany, niezwykle zdywersyfikowany i demokratyczny. Nie będzie dla uczestników tego procesu niczym dziwnym nazwać się współtwórcami własnych mediów.

Self publishing – to zjawisko publikowania nakładem własnym autora, procentowo stanowi niewielką część rynku, ale bardzo szybko zwiększa swój udział dzięki takim technologiom jak kserokopiowanie, DTP, druk na żądanie i e-booki powoduje. Warto zauważyć, że do selfpublishingu nie zalicza się jeszcze znacznie szerszych autorskich zjawisk takich jak blogi czy publikowanie na własnych stronach internetowcach. Ten model umożliwia nie tylko zatrzymanie przez autora całości praw autorskich do dzieła i pełne dysponowanie swoim nakładem oraz formą wydania, daje to szansę na wydanie czy to drukiem czy w formie elektronicznej dzieł, których nie wydali by profesjonalni wydawcy z różnych względów. 

To prowadzi nas do kwestii nisz, czyli części rynku dotąd pozostawianej poza polem zainteresowania głównych wydawców i nadawców. Z ich perspektywy zawsze najbardziej opłacalne było ujednolicanie komunikatów dla uśrednionych gustów i potrzeb odbiorców. Obniżało to koszty produkcji i pozwalało masowo sprzedawać przekazy czy produkty. Technologie umożliwiające własną produkcję mediów dość szybko wykazały jednak, że wokół nisz możliwe jest budowanie społeczności zainteresowanej treściami pomijanymi z racji na ich niszowość przez media masowe.

Długi ogon – jest to zasada mówiąca o tym że posiadanie bardzo szerokiego asortymentu może zaowocować wygenerowaniem dochodów na niszowych pozycjach, na które zapotrzebowanie jest większe lub równe do najpopularniejszych, masowo sprzedawanych towarów. Zaprzecza to zasadzie Pareto według której przedsiębiorstwa uzyskują ok. 80% przychodów dzięki sprzedaży jedynie 20% swojego asortymentu. Zasadę te opisał w swej książce o tym samym tytule Chris Andreson ilustrując systemem zdalnych wypożyczalni filmów w Stanach Zjednoczonych Netflix, w których ogromną część ruchu nie stanowią bestsellery lecz ogromna ilość filmów niszowych wypożyczane bardzo rzadko. Jednym z najczęstszych przykładów jak w praktyce wygląda długi ogon jest największy sklep internetowy Amazon.com.

Jak ma się to do nowych modeli publikacji i dystrybucji „contentu”? Najprościej ujmując, wbrew temu co od lat mówili ekonomiści o wolnym rynku, a którym najsilniejsi wypierają słabszych, jest jednak miejsce dla znacznie większej różnorodności produktów i treści. Od wiadomości pisanych przez najdroższych dziennikarzy wolimy informacje od naocznych świadków publikowane na żywo w serwisach społecznościowych. Zamiast recenzji odpowiedni serwis rekomendacji może „wyliczyć” jakie książki spodobają nam się najbardziej, dzięki wiedzy o naszych wcześniejszych lekturach i gustach innych ich czytelników. Wobec takich możliwości ogromnym nadawcom i wydawcom trudno dotrzeć do odbiorców i nadal twierdzić, że to ich oferta jest najlepsza, do tej pory być może taka była, głównie z braku konkurencji.

User-generated content (UGC) (ang. treść generowana przez użytkownika) to treści wytwarzane i nadawane przez użytkowników w przeciwieństwie do zawartości tworzonych przez zawodowych autorów i producentów w ramach ich działalności zawodowej. UGC dotyczy różnych typów treści i mediów i związany jest z upowszechnieniem się technologi umożliwiających produkcję i dystrybucję treści medialnych przy bardzo niskich czy zerowych kosztach, a równocześnie jest to treść za którą autorzy nie oczekują wynagrodzenia. UGC odgrywa co raz większą rolę również w mediach profesjonalnych oraz społecznościowych dostarczając informacje bardziej aktualne i zróżnicowane od mediów masowych.

W połowie 2010 roku największa światowa księgarnia i sklep internetowy Amazon.com ogłosił, że sprzedaż wersji e-booków książek przekroczyła liczbę sprzedawanych wersji tradycyjnych w twardych okładkach. Gdyby ten tekst był wpisem na blogu, opublikowanym na wolnej licencji mógłby nie tylko zostać błyskawicznie skomentowany przez czytelników, ale również skopiowany i po zaaktualizowaniu danych i dodaniu kilku nowych zdań np. o selfpublishingu opublikowany zgodnie z prawem na innym blogu. Jeśli opublikowany w sieci artykuł otrzymałby kilka precyzyjnych tagów np. Hipertekst, czytelnicy subskrybujący ten tag zobaczyli by go w liście innych artykułów na ten temat w swoim agregatorze informacji i być może przeczytali tylko interesujący ich fragment nie wiedząc zupełnie po co powstała reszta tekstu. Być może reklamy kontekstowe obok artykułu na blogu kierowały by do drukarni cyfrowej która mogłaby wydrukować cały blog jako tradycyjną książkę dla kochającego papier i szelest kartek użytkownika, a autor otrzymałby z tej racji prowizję. Być może kliknąwszy w pierwszy link w tekście do filmu na YouTubie w ogóle nie doczytałby nikt do końca tego tekstu. Być może to są właśnie znaki tego jak niebawem będzie wyglądać świat słowa pisanego.

Kamil Śliwowski - animator edukacji medialnej i otwartych modeli w edukacji i organizacjach pozarządowych. Na co dzień współpracuje z projektem Creative Commons Polska i Koalicją Otwartej Edukacji.

Foto: conferencebasics - udostępnione na licencji Creative Commons.